środa, 5 kwietnia 2017

Czy prezydent Witowski wie co podpisuje? Rezygnacja z ubiegania się 60 mln zł to fakt.


Na początek odrobina historii. Wojewoda podpisał z prezydentem Radomia umowę dotacji na dofinansowanie dokumentacji projektowej „Przebudowa drogi krajowej nr 9 i 12 w Radomiu – ulicy Wojska Polskiego i ulicy Żółkiewskiego na odcinku od ul. Zbrowskiego do ul. Kozienickiej wraz z przebudową ul. Zwolińskiego – opracowanie dokumentacji projektowej”. 


W umowie określona została, zgodnie z wnioskiem miasta, data wykonania dotacji na 23 grudnia 2016r (to też data zakończenia prac nad dokumentacją przez firmę projektową). Poprzez wykonanie rozumie się odbiór całego przedmiotu zamówienia i wypłata środków na konto wykonawcy dokumentacji. Warto dodać w tym miejscu, że terminy wykonania dotacji są objęte szczególnymi przepisami prawa, co wynika z ustawy o finansach publicznych. Data ich jest sztywna i jest to 31 grudnia każdego roku. Do tego czasu trzeba odebrać przedmiot dotacji i za niego zapłacić. Taką sytuację potwierdził wojewodzie prezydent Witkowski, który 27 grudnia 2016r przysłał pismo, że odebrał cała dokumentację i wypłacił firmie cała należność. 


Na tym etapie naszej współpracy z miastem wszystko wyglądało na zgodne z umową i wyglądało na zgodne z prawem. Niestety. Miasto przysłało nad dokumenty do rozliczenia dotacji, z których jednoznacznie wynika, że do 23 grudnia 2016r  odebrana została tylko część dokumentacji (!?). Protokół odbioru stwierdza brak 4 dokumentów: projektu podziału nieruchomosci, decyzji o pozwoleniu wodno-prawnym, odstępstwa od przepisów techniczno-budowlanych ws dróg oraz uzgodnienia dokumentacji projektowej PKP. To przy okazji podstawowe dokumenty do wydania pozwolenia na budowę. 

Co ciekawe dokumentacja zostaje 23 grudnia uznana za odebraną, a te wspomniane dokumenty ADNOTACJĄ na protokole firma zobowiązuje się dostarczyć do 10 lutego 2017r!!! Niesłychana sytuacja. 
Tak więc. 
Z punktu widzenia prawa i wspomnianej ustawy o finansach publicznych dotacja została udzielona  w nadmiernej wysokości. Przez nadmierną wysokość rozumiemy tą część dotacji zapłaconej za nieodebraną w terminie dokumentację. To niedopuszczalne. W związku z tym wojewoda zwrócił się do prezydenta Radomia o przedstawienie wyliczenia jaki jest koszt opracowania tych brakujących na koniec grudnia dokumentów i miasto zostanie wezwane do zwrotu tej części dotacji. Nie jest to decyzja uznaniowa wojewody, ale wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o finansach publicznych. 

Na osobne wyjaśnienie zasługuje to, na jakiej podstawie miasto wypłaciło firmie 100% środków za nieodebraną w całości pracę i to niezgodnie z umową? 


W związku z tym mamy obowiązek przekazać sprawę do Prezesa Regionalnej Izby Obrachunkowej. Także na mocy ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych sprawa zapewne trafi do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych. Miasto nie miało prawa zapłącić firmie 100% należności przy brakach dokumentacyjnych. Dla mnie to oczywiste. 


Jest to niestety kolejny przykład, na niepoważne podejście władz Radomia do planowania i wydatkowania pieniędzy publicznych. Do przestrzegania podpisywanych zobowiązań i umów.  Wprowadzenie w błąd wojewody i ukrywanie ważnych dla rozliczenia dotacji publicznej informacji wygląda niepoważnie i nieodpowiedzialnie. Nie wiem czy prezydent wiedział co podpisuje 27 grudnia? Czy wiedział jak wyglada cała sytuacja i na jakich zasadach została nieodebrana dokumentacja? Jeżeli nie wiedział jak wyglada sprawa odbioru dokumentacji to znaczy, że został wprowadzony w błąd przez swojego zastępcę od inwestycji albo kogoś innego. 

Dla mnie to przedziwna i niesłychana wręcz sytuacja. 
Biorąc pod uwagę, jak wiele wysiłku kosztowało zdobycie tych środków dla Radomia, jak wiele osób (w tym także sam prezydent Radomia) było zaangażowanych w to, żeby się udało, taki finał tego wszystkiego, dokładając brak wniosku o subwencję drogową w wysokości 60 mln zł,  jest po prostu karygodny. 

Prezydent zrezygnował z ubiegania się o 60 mln zł!   

W Internecie krąży odpowiedź z Ministerstwa Infrastruktury na temat dofinansowania ul. Wojska Polskiego. Jak jest tam napisane, do Ministerstwa nie wpłynął żaden wniosek o zabezpieczenie 60 mln zł z budżetu państwa. 
Zgadzam się, że żaden wniosek do Ministerstwa Infrastruktury, który miałby w konsekwencji zabezpieczyć 60 mln zł  z budżetu państwa na Wojska Polskiego nie wpłynął. Nie wpłynął bo jedyna osoba jaka mogła to zrobić, czyli prezydent Witkowski, tego nie zrobiła. Nie wiem skąd w ogóle myślenie, że jakiś wniosek posłowie czy ktoś inny mieliby złożyć do Ministerstwa Infrastruktury o zabezpieczenie 60 mln zł na Wojska Polskiego? Co to w ogóle za pomysł i procedura? Nie dziwię się, że jest taka odpowiedź Ministerstwa, bo innej być nie może. 
Jedyne co miało i powinno trafić do Ministerstwa Infrastruktury, na co namawialiśmy pana prezydenta Witkowskiego,  to jego wniosek o subwencję drogową na ul. Wojska Polskiego. Bez tego nikt niczego w Ministerstwie nie zabezpieczy. To są pieniądze dzielone w ramach naboru i dopóki nie pojawi się lista dofinansowanych projektów nikt niczego nie zagwarantuje. Prezydent nie złożył wniosku o przebudowę Wojska Polskiego i tym samym zrezygnował z dofinansowania 50%, co w przypadku tej inwestycji stanowi 60mln zł.
Pan prezydent próbuje się bronić ze swojej złej decyzji i ma do tego prawo. Nie zależy mu na tej inwestycji, co udowodnił udzielając wypowiedzi dla jednej z gazet ogólnopolskich, że ulica Wojska Polskiego to nie jego problem. 
Posłowie PiS niejednokrotnie rozmawiali i lobbowali u Ministra w sprawie dofinansowania tej inwestycji. Mieli obiecane, że bedzie ona wspierana i otrzyma dofinansowanie. Kiedy i jakie? Wtedy kiedy prezydent złoży wniosek o subwencję i takie, jaki czyli do 50% kosztów inwestycji. Prezydent jak już pisałem postanowił zrezygnować z ubiegania się o pieniądze na Wojska Polskiego. Niestety. 
To, że nie ma na okoliczność rozmów parlamentarzystów  w Ministerstwie danych notatek nie jest żadnym dowodem i świadczy jedynie o tym, że Minister takowych nie sporządza z każdego spotkania. Poza tym do wspomnianych spotkań dochodziło w Sejmie. Ja też spotykam się z wieloma osobami i nie robię z tego żadnych notatek. Nic w tym nadzwyczajnego nie ma. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz